Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Drobny jubileusz
Tak, to już 50. recenzja, która ukazuje się w Strefie Muzyki. Zważając na zupełnie amatorski charakter strony, wysunę wniosek, że to całkiem przyzwoity dorobek. Dla uczczenia tej jakże przyjemnej okazji zamieszczam recenzję płyty moim zdaniem zupełnie wyjątkowej. Mam nadzieję, że po przeczytaniu mojego tekstu i Wy po nią sięgnięcie i zachwycicie się nią chociaż w połowie tak, jak ja.

Ziyo
Ziyo
1989
Nr 1; Poza tym miejscem; Graffiti; Obwarowany; Idziemy wytrwale; Panie prezydencie; Pod jednym niebem; Nowe krajobrazy
ocena: 5
Klawiszowe pejzaże, rozmyte, mroczne partie gitar, mechaniczność perkusji, duszność i chłód nowej fali – gdyby analizować muzykę jedynie pod kątem formalnym, debiutancki album polskiej grupy Ziyo należałoby określić tymi właśnie słowami. Jednak Strefa Muzyki to nie tylko, a nawet nie przede wszystkim, formalność. Dlatego napiszę otwarcie – Ziyo to wielkie objawienie polskiej sceny muzycznej przełomu dekad i prawdziwe arcydzieło.
Wysunę wniosek, że to jeden z najbardziej niedocenionych polskich albumów. Można powiedzieć, że wręcz niezauważony. Na ironię zakrawa fakt, że największymi przebojami tej tarnowskiej kapeli (która, nawiasem mówiąc, istnieje do dziś) są utwory Bliżej gwiazd (Wyspy) i Magiczne słowa, które pochodzą z późniejszych wydawnictw, już zdecydowanie gorszych od debiutanckiego krążka. Doprawdy nie wiem dlaczego Ziyo nie zyskało szerszej popularności, na którą z pewnością zasługiwało. Tym bardziej, że w tym samym roku światło dzienne ujrzało inne, klasyczne już dzisiaj dzieło, Disintegration The Cure, z którym pierwszy album Ziyo ma dużo wspólnego (o czym w późniejszej części recenzji). A przecież Disintegration okazało się ogromnym sukcesem... Cóż, może dzięki temu, że Ziyo nie znalazło miejsca w pierwszej lidze, możemy się cieszyć ich pierwszą płytą jak nie znalezionym wcześniej skarbem?
Myślę, że powodem, dla którego album Ziyo nie zyskał większego rozgłosu (oprócz kompozycji Panie prezydencie i Idziemy wytrwale) jest zupełnie niekomercyjne brzmienie. Bardzo nowatorskie i niezwykle porywające. Co prawda czerpiące garściami z nowej fali, jednak wzbogacone o potężną ścianę klawiszy, która w znacznej mierze decyduje o wielkości płyty. Najbardziej słyszalne nawiązanie dotyczy wspomnianego The Cure. Chodzi o swoistą duszność i mechaniczność kompozycji, co jest szczególnie zaakcentowane w Panie prezydencie i Pod jednym niebem. A wykorzystanie klawiszy wzbudza skojarzenia szczególnie z wielkim Disintegration. Jednak Ziyo nie stosuje jedynie oklepanych patentów – zespół decyduje się na muzyczne poszukiwania, czego dowodem chociażby cudowny, otwierający całość, instrumentalny Nr 1, oparty na przepięknym, mistycznym, klawiszowym temacie, do którego po pewnym czasie dochodzą rewelacyjne bębny. Poza tym miejscem to najmroczniejszy utwór w zestawie, okraszony przeszywającą partią gitary i mechanicznym podkładem. Nawet wokal lidera i zarazem głównego kompozytora, Jerzego Durała, który pozostawia sporo do życzenia, tworzy niezwykły klimat. Obwarowany wzbudza oczywiste skojarzenia z Dead Can Dance, a to za sprawą maniery wokalistki Beaty Sawickiej, która momentami naprawdę przypomina Lisę Gerrard. Nie jest co prawda obdarzona tak wspaniałym głosem, jednak jej wokalizy w połączeniu z tajemniczą partią instrumentalną mogą zachwycać. Po tej emocjonalnej dawce następuje jeden z najbardziej ekspresyjnych i energicznych momentów albumu – Idziemy wytrwale, które z miejsca powinno zyskać miano absolutnej klasyki, nie tylko polskiej muzyki, ale rocka w ogóle. A całości dopełnia fantastyczny tekst z linijką I tylko nie mów mi, że prawda zawsze leży pośrodku. Płytę zamyka drugi instrumentalny utwór (swoista klamra), Nowe krajobrazy, nieco spokojniejszy od Nr 1, jednak równie zniewalający.
Wszystko na Ziyo jest tak perfekcyjne, że doprawdy nie można się do niczego przyczepić. Może jedynie mała ilość utworów pozostawia niedosyt. Jednak narzekania byłoby nie na miejscu. Bo to, co dzieje się podczas trwania tych 8 niezwykłych numerów, to prawdziwa magia. Na koniec chciałbym podzielić się jeszcze jednym spostrzeżeniem, dotyczącym wyraźnego podobieństwa płyty Ziyo do pewnego innego wspaniałego debiutu, o 3 lata późniejszego. Mówię rzecz jasna o płycie Wilków. Nie wydaje mi się, żeby Robert Gawliński inspirował się Ziyo, tym niemniej czuć ten sam mistyczny klimat.
Prawdziwa perła (nie tylko) krajowego rocka.
Po raz pierwszy zamieszczam również tekst piosenki, którą w tym przypadku jest Idziemy wytrwale wspomniane w recenzji powyżej. Uważam, że naprawdę warto się z nim zapoznać, bo niesie ze sobą ważne przesłanie ubrane w zgrabne słowa. MICHCIK
Idziemy wytrwale
z płyty Ziyo (1989)
muzyka: Ziyo; słowa: Jerzy Durał
Idziemy wytrwale, spokojni o świat
Idziemy wytrwale, idziemy od lat
Spokojni o przyszłość, spokojni o cel
Idziemy wytrwale dzień za dniem
I to, co za nami, i obok nas
Nieważne już, nieważne już
I tylko czasami chcę zmienić świat
Zmienić świat, chcę zmienić świat
I tylko nie mów mi
Że prawda zawsze leży pośrodku
I tylko nie mów mi
Że wszystko można mieć
Nie mów mi
Nie mów mi
I krok po kroku, i dzień za dniem
Idziemy wytrwale, idziemy wytrwale
I krok po kroku, i dzień za dniem
Te same miejsca, praca i sen
To, co z nami, i obok nas
Nieważne już, nieważne już
I tylko czasami chcę zmienić świat
Zmienić świat, chcę zmienić świat
I tylko nie mów mi
Że prawda zawsze leży pośrodku
I tylko nie mów mi
Że wszystko można mieć
I tylko nie mów mi
Że najbezpieczniej stać zawsze z boku
I wszystko mieć
I wszystko mieć
Nie mów mi
Nie mów mi
|