Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Błogi powrót do lat 80.

M83
Saturdays=Youth
2008
You, Appearing; Kim & Jessie; Skin Of The Night; Graveyard Girl; Couleurs; Up!; We Own The Sky; Highway Of Endless Dreams; Too Late; Dark Moves Of Love; Midnight Souls Still Remain
ocena: 4,5
Anthony Gonzalez (od 4 lat jedyny członek M83) zatęsknił za latami młodzieńczymi, które uważa za zdecydowanie najlepszy okres w swoim życiu. Wyrazem tej tęsknoty jest jego nowy album Saturdays=Youth. Jeśli faktycznie tak jest, musiał mieć naprawdę błogą i cudowną młodość.
Przyznam, że z niecierpliwością wyczekiwałem następcy wybitnego Before The Dawn Heals Us (Digital Shades Vol. 1 nie liczę) z 2005 roku. Bo tamten album to niewątpliwie jedno z najważniejszych i zarazem najpiękniejszych dokonań współczesnej muzyki. A więc poprzeczka była ustawiona bardzo wysoko. Jednak Gonzalez po raz kolejny pokazał klasę. I co ciekawe – nie powielił schematów znanych z poprzednich płyt. Wcześniejsze pozycje M83 były w znacznej mierze przepełnione dozą smutku i melancholii. Saturdays=Youth jest w tej materii pewnym przełomem. Nowe utwory mają w sobie mnóstwo optymizmu, luzu, swobody i lekkości. Bo w końcu to o młodości, czyż nie?
Zmiana nastąpiła nie tylko w klimacie utworów, ale także w kwestii ich formy. Teraz można śmiało powiedzieć, że M83 tworzą piosenki. Potwierdza to już sam początek. You, Appearing to w głównej mierze fortepianowa i jednocześnie piękna kompozycja, która przywodzi na myśl twórczość Sigur Rós (szczególnie, kiedy pojawia się fantastyczny ambientowy motyw w podkładzie) i… Skin (ten głos!). To jeszcze to "stare" M83. Przemiana słyszalna jest dopiero w Kim & Jessie, gdzie połączenie organów i gitar wypadło wprost fenomenalnie. Następnie czas na jedną z pereł płyty, czyli Skin Of The Night, które spokojnie mogłoby się znaleźć na Dorothy's Victory Bel Canto. A skoro już mowa o Bel Canto, trzeba wspomnieć również o Up!, gdzie głos łudząco przypomina Anneli Drecker. Sam klimat również zbliżony. Graveyard Girl, drugi singiel z albumu, to jakby szybsza, bardziej przestrzenna i jeszcze lepsza wersja Kim & Jessie. Natomiast pierwszym singlem zostało Couleurs, które reprezentuje to mroczniejsze oblicze M83. 8 i pół minuty niesamowitej elektroniki i kosmicznych emocji. Ale to tylko wyjątek, bo błogość jest cały czas obecna, a potwierdza to We Own The Sky, które zachwyca swoją zwiewnością i lekkością. Pozostałe 4 utwory także zniewalają, szczególnie emocjonalne Highway Of Endless Dreams i zamykające całość, jedenastominutowe Midnight Souls Still Remain, które ma tylko jeden temat, który wybrzmiewa przez całą długość utworu, ale jest on tak piękny, że naprawdę nie trzeba nic więcej.
Całość po prostu urzeka. To naprawdę niesamowite, że po raz kolejny mamy przyjemność słuchać tak wspaniałej muzycznej uczty. Może Saturdays=Youth nie posiada pierwiastka geniuszu Before The Dawn Heals Us, ale bynajmniej nie zawodzi. Wręcz przeciwnie. W czasach, kiedy zespołom często starcza pomysłów tylko na jedną płytę, M83 jest swoistym fenomenem. I chwała Gonzalezowi za to, że odważył się na zmianę. Tym bardziej, że wyszło mu to rewelacyjnie. Jeśli istnieje coś takiego, jak muzyczna idylla, Saturdays=Youth z pewnością nią jest.
Płyta roku? Niewykluczone. MICHCIK
|