Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Zachwycająca przemiana

Smashing Pumpkins
Adore
1998
To Sheila; Ava Adore; Perfect; Daphne Descends; Once Upon A Time; Tear; Crestfallen; Appels + Oranjes; Pug; The Tale Of Dusty And Pistol Pete; Annie-Dog; Shame; Behold! The Night Mare; For Martha, Blank Page; 17
ocena: 4,5
Warto przypomnieć: 1995 rok, Smahing Pumpkins wydają Mellon Collie And The Infinite Sadness, które staje się najlepiej sprzedającym się dwupłytowym albumem dekady i zostaje okrzyknięte jednym z najważniejszych dokonań lat 90., a nawet wszech-czasów. To był najlepszy czas dla Kapitalnych Dyń – wtedy osiągnęli szczyt popularności i na trwałe zapisali się na kartach rockowej historii. Właśnie – rockowej. Gdy słucham Adore, następczyni Mellon Collie, zastanawiam się, dlaczego nie kontynuowali drogi obranej na poprzedniej płycie. Jestem przekonany, że znowu odnieśliby sukces. Ale jednak potoczyło się inaczej. Billy Corgan, wizjoner zespołu, zdecydował się na bardzo odważny i zarazem niebezpieczny dla kariery Smashing Pumpkins krok. Odłożył na bok gitary elektryczne (na Adore słyszalne są ich wyłącznie śladowe części) i zamiast tego wyposażył się w elektroniczną konsoletę i automat perkusyjny. Zaowocowało to najbardziej niezwykłym, tajemniczym i stonowanym albumem w karierze Dyń.
Ci, którzy oczekiwali nowych Zero czy Bullet With Butterfly Wings, musieli się zawieść. Adore to nie zbiór rockowych wymiataczy, z których kapela Corgana jest znana. Zawartość wypełniły piosenki w wielu przypadkach niezwykle subtelne i klimatyczne, takie jak otwierające całość To Sheila, gdzie piękny temat gitary akustycznej połączony z lirycznym (!) głosem Corgana i elektronicznymi smaczkami daje zniewalający efekt. Połączenie gitar, tym razem elektrycznych, z syntetycznymi brzmieniami rewelacyjnie wypadło również w następnym w kolejności Ava Adore. Ale to wyjątki. W zdecydowanej większości kompozycji to elektronika odgrywa główną rolę. Dzieje się tak na przykład w Daphne Descends i Appels + Oranjes (czy skojarzenia z Depeche Mode są naprawdę takie odległe?), które są jednocześnie jednymi z najjaśniejszych punktów albumu. Równie świetnie wypadło senne, przestrzenne Behold! The Night Mare. Nie zabrakło również posępności i mroku, które dają o sobie znać chociażby w Tear, Pug czy fantastycznym Shame. Najbardziej przebojowym momentem (co jest swoistym wyjątkiem albumu) jest za to żywe, ale jednocześnie tęskne Perfect. Również w nim niewiele pozostało z czadu wcześniejszych dokonań grupy. Reszta utworów dopełnia całości i współtworzy niezwykły klimat płyty.
Racja, to Mellon Collie miał znaczenie dla historii muzyki i jednocześnie odniósł wielki komercyjny sukces. I trzeba przyznać, że zupełnie zasłużenie. Ale czasem bywa tak, że artyści, zwłaszcza ci wielcy, nie zawsze dążą do tego, żeby zbawiać świat i podbijać listy sprzedaży. Czasem chcą zrobić krok do przodu i zaprezentować coś innego, niekoniecznie kojarzonego z wcześniejszym dorobkiem. Tak właśnie zrobił Billy Corgan wydając Adore. Musiał liczyć się z tym, że album nie zostanie doceniony przez fanów (krytyka jednak ich chwaliła), musiał być nastawiony na to, że Smashing Pumpkins zostaną zepchnięci z rockowego piedestału. Mimo to, odważył się na eksperyment. Bo wielcy artyści nie spoczywają na laurach, cały czas poszukują, rozwijając i doskonaląc swój styl. Adore jest tego świetnym potwierdzeniem. Wykonawcy, którzy także chcą odważyć się na eksperyment, powinni brać przykład z Corgana. Bo wyszło mu to naprawdę genialnie.
Najwspanialsza obok Mellon Collie And The Infinite Sadness część składowa złotego okresu Smashing Pumpkins. MICHCIK
|