Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Szamański debiut

Wilki
Wilki
1992
Errol; Nic zamieszkują demony; Son Of The Blue Sky; Amiranda; Rachela; Beniamin; Glorya; Aborygen; Eli lama sabachtani; Z ulicy Kamiennej; Uayo; bez tytułu; Amiranda (Abbey mix); Glorya (Abbey mix); Beniamin (Abbey mix); Son Of The Blue Sky (Abbey mix)
ocena: 5
Zaczyna się od cudownego motywu na podkładzie znakomitych klawiszy, chwilę później dołączają bębny i kolejny klawiszowy motyw, który wysuwa się na pierwszy plan do czasu wejścia wokalu. Cień wokół nas, Errol/Krwawe są dni i ofiary/Dzicy bogowie nad nami/Jeruzalem płonie w oddali. Nie da się ukryć, że Errol (bo tak nazywa się ten niesamowity utwór) to rewelacyjna rzecz na otwarcie - idealnie wprowadza słuchacza w nastrój całego albumu. Mistycyzm, szamański klimat, natchnienie i te emocje... Tak jest, Wilki to dzieło geniuszu.
Znaczenie tej płyty dla krajowego rocka jest niebagatelne. Oprócz wspaniałych kompozycji, które przyniosła, to właśnie ona objawiła światu niespotykany talent frontmana zespołu, Roberta Gawlińskiego. Talent w pełnym tego słowa znaczeniu, talent w najczystszej postaci. Mimo, że mamy do czynienia z nagraniem zespołowym, a nie solowym albumem, to chyba nikt nie ma wątpliwości kto był od początku najważniejszą postacią w Wilkach. Zresztą, to Robert napisał wszystkie piosenki i słowa, jakie znalazły się na tym krążku. I na dodatek wszystkie (oprócz Nic zamieszkują demony) zaśpiewał. I właśnie świadomość tego, że ta cudowna muzyka zrodziła się w głowie jednego człowieka, potęguje i tak rewelacyjne wrażenie.
A poszczególne piosenki? Praktycznie bez wyjątków kapitalne. O Errolu już było. Drugie w kolejności Nic zamieszkują demony to mroczny, potężny utwór z przeszywającą wokalizą Gawlińskiego i podniosłymi klawiszami. A Son Of The Blue Sky? Przecież to zna każdy. W końcu największy polski hit zaśpiewany po angielsku. Absolutna klasyka naszej sceny muzycznej i słusznie, bo tak frapujących kompozycji w polskim rocku nie ma wiele. Słowa zachwytu również cisną się na usta, kiedy z głośników dobiega ostra, porywająca Amiranda. Rachela (naprawdę sporo dziwnych imion w tytułach) urzeka swoim niezwykłym klimatem, wspaniałą zagrywką gitary i powalającym głosem Gawlińskiego, który w emocjonalnej końcówce śpiewa tak, jakby od tego zależało jego życie. W znacznej mierze saksofonowy Beniamin przynosi dawkę spokoju i ukojenia, chociaż i w nim nie brak pewnego czadu, który cechuje cały album. Monumentalna, natchniona Glorya po prostu zwala z nóg. Oto moja armia/Oto moje prawa/Ogień na sztandarach/Oto moja wiara. Nigdy potem Robert nie pisał tak mistycznych tekstów i nie komponował do nich takiego podkładu. Aborygen to mistrzostwo świata w dziedzinie przebojowości połączonej z artyzmem (motyw, który Robert będzie wielokrotnie stosował w przyszłości). A Eli lama sabachtani to już totalna bajka. Wspaniały klawiszowy podkład i ta melodia... Niby takie proste, a tak zachwyca. Z ulicy Kamiennej z gościnnym udziałem wtedy jeszcze młodziutkiej Anji Orthodox przynosi uduchowiony klimat i piękny dźwiękowy kolaż. No i jak na wielki album przystało, wielki finał. Uayo to jakby kwintesencja tej płyty i jej najznakomitsze streszczenie. Przyczajona zwrotka i to cudowne uwolnienie w refrenie... Wyśpiewajmy miłość i łzy/Wyśpiewajmy wolność jak wiatr. Może słowa tej piosenki (jak i wielu innych na płycie) nie niosą ze sobą jakiegoś szczególnego przekazu, ale fantastycznie pasują do jakże pięknej muzyki. Ale to nie wszystko, jakby się mogło wydawać. Bo po Uayo otrzymujemy instrumentalną, trwającą niecałą minutę miniaturkę, która zawiera sampel z Eli lama sabachtani. Co z tego wyszło? Możliwe, że najpiękniejsza kompozycja, jaką uraczyli nas Gawliński i spółka.
Potem są jeszcze miksy Amirandy, Gloryi, Beniamina i Son Of The Blue Sky wykonane w studiu na Abeby Road. Nie są złe, ale kiedy kończy się ta niezatytułowana miniaturka, wolę po prostu puścić płytę jeszcze raz od początku.
Mało jest takich albumów, które tak bardzo oddziaływałyby na emocje. No i przy tym tak świetnie wyprodukowanych (jak na to, że polskie i z początku lat 90. – rewelacja). Nigdy potem Wilki nie osiągnęły takiego poziomu, jak na debiucie. Może i szkoda, ale kiedy słucha się Wilków, niczego nie może być żal. No, może jednej rzeczy. Że w dzisiejszych czasach brakuje takich płyt, nie tylko na polskim rynku. Klasa światowa. MICHCIK
| || E.T. ||
|
| Oliwio, zajrzyj tu koniecznie jeszcze raz, kiedy już nauczysz się ładnie czytać i pisać oraz kiedy już będziesz miała coś ciekawego do powiedzenia. Wiem, że może być ci trudno oderwać się od twojego koffanego blogaska, ale wierzę w ciebie. |
|| brak www || data: 23/02/2008 13:28:10
bzs178.internetdsl.tpnet.pl || IP: 83.19.48.178
|
| || oliwia ||
|
czesc, chce cie zapytac czy jestes chetna na udzial konkursu , to znaczy chce ocenic twuj blog bo jest naprawde sliczny ... jezeli sie zgadzasz zglos sie na mojego bloga :) serdecznie zapraszam )
to moj blog
www.oliwcia11.blog4u.pl |
|| brak www || data: 23/02/2008 10:59:10
abwl210.neoplus.adsl.tpnet.pl || IP: 83.8.235.210
|
|