Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Dojrzałość i klasa

Sublim
Summerends
2010
Anytime You Fall; Na dwa; Scalić nas; The Blue Sky; Czy zostanie coś z nas; Jeśli przyjdziesz; Here Is Your Love; Lies; Can You Feel Love; What If We Could Change This World; Nie będzie więcej tak
ocena: 4
Skłamałbym, gdybym napisał, że jedynie patriotyzm lokalny skłonił mnie do sięgnięcia po debiutancki krążek Sublim. Oczywiście fakt, że chłopaki pochodzą z Żywca niezmiernie mnie cieszy, jednak najważniejsza, jak zawsze, jest muzyka. A pokładałem w niej spore nadzieje. Okazało się, że jest lepiej, niż można było przypuszczać.
Sublim nie jest zespołem odkrywczym. Jednak ani trochę nie przeszkadza to w odbiorze ich twórczości. W końcu nawet Polska powinna mieć swoich Coldplay. Bądźmy szczerzy, wpływy kapeli Chrisa Martina są w piosenkach Sublim wszechobecne. Delikatny, często przechodzący w falset śpiew Wojtka Wiśniewskiego, klimatyczne, w większości oparte na partiach klawiszy kompozycje, przestrzenne brzmienie gitar... Do ewentualnych nawiązań dorzuciłbym jeszcze nasze Myslovitz, a nawet Hatifnats (zbliżony rodzaj wrażliwości i emocjonalności). Tyle o podobieństwach do innych kapel, skupmy się na autorskim materiale.
Całość zaczyna się od eterycznego, tajemniczego Anytime You Fall z fantastycznym refrenem okraszonym kunsztowną partią smyków. Warto odnotować, że Wojtek Wiśniewski jawi się w tej kompozycji jako zdolny wokalista (co potwierdza przez cały album), głosowo balansujący między Chrisem Martinem a Arturem Rojkiem ze wspomnianych grup. Świetny początek, szkoda tylko, że nie bardzo nadający się na rozpoczęcie płyty. Linia melodyczna wchodzi zbyt szybko, nie ma czasu na budowanie napięcia i dramaturgii. Ale nie ma sensu rozwodzić się nad tą kwestią, tym bardziej, że następne w kolejności Na dwa również posiada w sobie sporo uroku, a także swobody i lekkości. Na uwagę zasługuje również tekst ze świetną linijką Entropia myśli twych niebezpiecznie dzieli nas. Brawa za niebanalność. Singlowe Scalić nas to wyraźna próba stworzenia miłosnej ballady, którą polubiłyby rozgłośnie radiowe. I w pełni się udało! Może nieco bardziej cukierkowo, niż w innych nagraniach, jednak z klasą. A wzmocnienie na wysokości refrenu zasługuje na podziw. Coldplay na pewno nie powstydziliby się takiego numeru. Tak samo, jak The Blue Sky, zbliżonego klimatycznie do The Scientist. Połączenie partii fortepianu i głosu Wojtka wypadło wprost fantastycznie. Czy zostanie coś z nas to nieco szybszy i mocniejszy brzmieniowo moment Summerends. To jeden z najbardziej emocjonalnych i zarazem najlepszych punktów płyty. Jeśli przyjdziesz to pierwszy i w sumie jedyny utwór, który pełni rolę wypełniacza. Snuje się leniwie, mało się w nim dzieje – to było zbyteczne. Ale to małe potknięcie z nawiązką rekompensuje Here Is Your Love – iście natchniona pieśń z piękną melodią i popisem wokalnym Wojtka. Próba zmierzenia się z Love Is Blindness z Achtung Baby? Jeśli tak, to jak najbardziej udana. Luźne w wyrazie, gitarowe Lies idealnie odpręża, tak samo jak Can You Feel Love. What If We Could Change This World to jeden z niewielu momentów, w którym wyraźnie zaznacza swoją obecność gitara elektryczna. Co tu dużo mówić, kolejny strzał w dziesiątkę. Nie będzie więcej tak to delikatna ballada zyskująca jednak mocy w finale, ponadto wpisująca się w estetykę reszty. Co ciekawe, to nie koniec, bo po minucie zespół oferuje nam niezatytułowany ukryty utwór o rozmarzonym klimacie, w którym pierwszoplanową rolę odgrywa wokal. O ile Anytime You Fall nie za bardzo pasowało jako opener, ten krótki numer perfekcyjnie wieńczy Summerends.
Wady? Zbyt mała różnorodność brzmieniowa. Czasami kompozycje zlewają się ze sobą, co skutkuje jednostajną estetyką. Co prawda dzięki temu spójność (biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z koncept albumem, to jeden z kluczowych elementów) stoi na niezwykle wyśrubowanym poziomie, jednak czasami chciałoby się usłyszeć jakieś przełamanie, zmianę tempa, bardziej urozmaicone instrumentarium. Na całe szczęście, muzycy trzymają rękę na pulsie i nie wydłużają swoich kompozycji na siłę, nie popełniając w ten sposób błędu Coldplay na A Rush Of The Blood To The Head. Bardzo cieszy fakt, że panowie nie wstydzą się swojego ojczystego języka, chociaż po angielsku radzą sobie naprawdę znakomicie (nie to, co Myslovitz czy Cool Kids Of Death). Nawet powiedziałbym, że Sublim w wersji anglojęzycznej brzmi lepiej. Tak czy inaczej, podzielenie albumu według schematu "połowa po polsku, połowa po angielsku" (w zaokrągleniu) było naprawdę korzystnym i przekonującym zabiegiem.
Jednak szczerze mówiąc, wytykanie jakichś poważniejszych pomyłek to szukanie dziury w całym. Bo Summerends to po prostu świetna płyta. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, co Sublim zaprezentował w tych jedenastu kompozycjach. Utwory wypełniające Summerends odznaczają się wielką klasą i dojrzałością. To absolutny ewenement, zważając na naszą scenę muzyczną. Sublim ma wszelkie zadatki na to, by odnieść sukces, czego z całego serca im życzę. W końcu ambitnej, emocjonalnej muzyki nigdy za wiele. MICHCIK
|