Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Łabędzi śpiew legendy rocka

Queen
Innuendo
1991
Innuendo; I'm Going Slightly Mad; Headlong; I Can't Live With You; Don't Try So Hard; Ride The Wild Wind; All God's People; These Are The Days Of Our Lives; Delilah; The Hitman; Bijou; The Show Must Go On
ocena: 5
Nie słuchałem tego albumu w całości dobre 6 lat. Dzisiaj naszło mnie, żeby do niego wrócić i skonfrontować moje ówczesne i teraźniejsze wrażenia. Nic się nie zmieniło.
Może być to nieco dziwne, w końcu gust muzyczny wraz z wiekiem ulega zmianom (mniejszym lub większym, ale zawsze). Jednak prawdziwie wielkie dokonania nigdy nie tracą na sile wyrazu, niezależnie od tego, jak wiele czasu upłynęło od ostatniego z nimi kontaktu. Z całą pewnością Innuendo jest takim dokonaniem.
Dla niewtajemniczonych: to ostatnie dzieło Queen za życia Freddiego Mercury'ego (Made In Heaven z 1995 wypełniały nagrania, którego bazę stanowiły ścieżki wokalne pozostawione "w spadku" przez wokalistę). Tworząc piosenki, które trafiły na Innuendo, Freddie wiedział o swojej chorobie i zbliżającej się nieuchronnie śmierci. Nie przeszkodziło mu to jednak w napisaniu doskonałego materiału, jawiącego się jako perfekcyjne zwieńczenie swojej kariery.
Całość zaczyna się od charakterystycznych uderzeń werbla i monumentalnego motywu klawiszowego. Chwilę później dochodzi ostra gitara i TEN głos. While the sun hangs in the sky and the desert has sand/While the waves crash in the sea and meet the land /While there's a wind and the stars and the rainbow/Till the mountains crumble into the plain/Oh yes we'll keep on tryin'. Dreszcz przebiega wzdłuż kręgosłupa, całe ciało wypełnia mistyczna, natchniona energia. A to przecież nie koniec. Po niecałych trzech minutach niepokój ustępuje miejsca błogiemu spokojowi akustycznej gitary i kojącej melodii. Jednak nagle wkracza szybka, niezwykle ekspresyjna hiszpańska zagrywka, która po kilkudziesięciu sekundach urywa się, znowu wchodzi głos, tym razem spotęgowany chórem, niczym z Bohemian Rhapsody, po czym następuje powrót hiszpańskiej melodii, tym razem w wersji elektrycznej, po której przenosimy się z powrotem do klimatu pierwszej części, w jeszcze bardziej majestatycznej oprawie. Później już tylko przeciągły dźwięk gitary... Tak, to wszystko ma miejsce w jednej kompozycji, tytułowej konkretnie. To jeden z tych utworów, których nie można określić inaczej, niż wytworem czystego geniuszu. Prawdziwa rock-opera. W tym kontekście aż trudno uwierzyć, że muzycy trzymają tak wysoki poziom w niemalże wszystkich pozostałych piosenkach, które jednak nie są we wszystkich przypadkach jednoznacznie rockowe. Estetyka Innuendo sprawia wrażenie, jakby zespół był rozdarty pomiędzy chęcią klasycznie rockowego grania znanego z pierwszych płyt, a popowo-syntetycznymi skłonnościami, wyraźnie zaakcentowanymi na albumach wydanych w latach 80. Przyznam, że ten fakt bardzo mnie cieszy, ponieważ powrót do korzeni brzmi bardzo przekonująco, a klawiszowe patenty urozmaicają kompozycje nadając im specyficzny wymiar. Może jedynie nieco błaha, jednoznacznie popowa Delilah sprawia wrażenie wypełniacza, ale nawet ona ma w sobie pewien urok. Reszta to po prostu kapitalne kawałki. O numerze tytułowym już było. W I'm Going Slighly Mad zwraca uwagę przede wszystkim wyśmienite połączenie przestrzennych klawiszy i gitary rytmicznej oraz cudowna, niemalże teatralna interpretacja wokalna Mercury'ego. Istny majstersztyk. Podniosłe, balladowe Don't Try So Hard przeszywa i wzrusza do głębi, uderzając w najbardziej czułe struny ludzkiej wrażliwości. All God's People ma w sobie sporo z klimatu muzyki gospel, który jednak został połączony z rockową estetyką. These Are The Days Of Our Lives zachwyca swoją lekkością i beztroską. Headlong to fantastyczne nawiązanie do hard-rockowych tradycji z początku działalności grupy. I Can't Live With You jest przesycone ekspresją, a Ride The Wild Wind po mistrzowsku wprowadza słuchacza w tajemniczy wymiar. Natomiast najostrzejszym kawałkiem jest The Hitman o potężnej, wprost powalającej dawce rockowej energii. Jednak pełnię swoich artystycznych zdolności Queen najpełniej (pomijając utwór tytułowy) objawił w ostatnich dwóch kompozycjach. Pierwsza z nich to w większości instrumentalne Bijou będące gitarowym popisem Briana May'a i istnym arcydziełem. Całości dopełniają słowa wyśpiewywane przez Mercury'ego: You and me/We are destined, you'll agree/To spend the rest of our lives with each other/The rest of our days like two lovers/For ever. Kwintesencja piękna. Album wieńczy nie tylko jedna z najsłynniejszych pieśni Queen, ale rocka w ogóle. Mowa oczywiście o hymnicznym The Show Must Go On, okraszonym dodatkowo wspaniałym, refleksyjnym tekstem, który można traktować jako pożegnanie Freddiego z całym światem: Inside my heart is breaking/My make-up may be flaking/But my smile still stays on. Niezwykłą siłę wyrazu potęguje podniosła, majestatyczna wręcz partia klawiszy. To utwór, wobec którego człowiek jest całkowicie bezsilny. Po prostu nie można oprzeć się jego wielkości. Dosłownie wszystko ułożyło się w nim w spójną, nierozerwalną całość, stanowiącą prawdziwą magię. Przedstawienie musi trwać. Szkoda tylko, że bez Freddiego Mercury'ego i jego muzyki.
Łabędzi śpiew jednego z największych wokalistów w historii muzyki rockowej. R.I.P, Freddie. MICHCIK
| || ines ||
|
| jestem pod wrażeniem... |
|| brak www || data: 6/04/2011 23:47:04
cyb210.internetdsl.tpnet.pl || IP: 83.19.161.210
|
|