Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Mrok i gniew

Placebo
Black Market Music
2000
Taste In Men; Days Before You Came; Special K; Spite & Malice; Passive Aggressive; Black-Eyed; Blue American; Slave To The Wage; Commercial For Levi; Haemoglobin; Narcoleptic; Peeping Tom
ocena: 4,5
Na Without You I'm Nothing Placebo ustawili poprzeczkę tak wysoko, że nagranie lepszego materiału wydawało się czymś praktycznie niemożliwym (jak się okazało później za sprawą Sleeping With Ghosts – niesłusznie). Faktycznie, Black Market Music nie trzyma genialnego poziomu poprzednika. Jednak w wielu miejscach się o niego ociera.
Album jest logiczną kontynuacją kierunku obranego na Without You I'm Nothing. To dalej jazgotliwe, jednoznacznie rockowe granie podszyte klimatem niepokoju i zagubienia. Jednak muzycy postanowili zrobić krok naprzód urozmaicając swoją twórczość o kilka ciekawych akcentów. Najważniejszym z nich jest fakt, że zapuścili się w jeszcze bardziej mroczne rejony, niż miało to miejsce wcześniej. Poza tym, mamy do czynienia z większymi kontrastami, jeśli chodzi o moc kawałków. Czasami grupa gra jeszcze ostrzej, a czasami jeszcze delikatniej, niż w przeszłości, dzięki czemu krążek jawi się jako bardziej urozmaicony. Co prawda nieco ucierpiała przez to spójność, ale chyba nie powinniśmy narzekać. Bo to po prostu kapitalne piosenki.
Zaczyna się naprawdę niesamowicie. Taste In Men to nieco ponad 4 minuty prawdziwej neurotycznej jazdy z genialnym, zapętlonym motywem elektronicznym (zapowiedź tego, bo będzie się działo na Sleeping With Ghosts) i wyrazistą linią basu. Days Before You Came jest dla BMM tym, czym Brick Shithouse było dla WYIN, czyli ostrą, gitarową młócką o potężnym ładunku emocjonalnym. Mogłoby się wydawać, że po takim mocnym wejściu Placebo zaserwuje nam coś spokojniejszego, ale nic z tego – panowie ani na chwilę nie spuszczają z tonu, czego dowodem jest następne w kolejności przebojowe Special K ze znakomitymi chórkami. Spite & Malice jest niemałym zaskoczeniem, a to ze względu na rapowane partie wykonane przez Justina Warfielda (obecnie połowa duetu She Wants Revenge). Jednak nie ma mowy o żadnej zdradzie ideałów. Tym bardziej, że efekt rewelacyjny. Dopiero w Passive Aggressive mamy okazję nieco odetchnąć, a to za sprawą cudownej gitarowej zagrywki i urokliwej melorecytacji Molko, aczkolwiek skontrastowanej przez mocny, gniewny refren. Black-Eyed to kolejny strzał w dziesiątkę. Fantastyczna melodia i czadowy refren sprawiają, że nie można się oderwać choćby na chwilę. Blue American to klasyczna placebowska ballada przywołująca klimatem smutne The Crawl. Nieco światła wnoszą niezwykle chwytliwe Slave To The Wage i luźne w wyrazie, beztroskie Commercial For Levi. Jednak mrok i posępność wracają z całą mocą na wysokości Haemoglobin, jednej z najlepszych i najbardziej intrygujących kompozycji na albumie, w której połączenie gitarowych i elektronicznych motywów wyszło wprost wspaniale. Narcoleptic zasługuje na uwagę przede wszystkim ze względu na błogi refren, który jednak mógłby być zagrany z większą werwą. Album zamyka urocza ballada Peeping Tom, w której główną rolę odgrywa fortepian. Po kilkuminutowej przerwie zespół raczy nas ukrytym utworem (swoisty zwyczaj na pierwszych trzech płytach Placebo), leniwie snującym się Black Market Blood okraszonym partią skrzypiec. Brawa za eksperyment, ale to już było zbyteczne.
Black Market Music to potwierdzenie wielkiej klasy zespołu. Nie jest to krążek równie wielki, co Without You I'm Nothing, jednak nie można mówić o rozczarowaniu. To był naprawdę złoty okres Placebo. MICHCIK
|