Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Kunszt i urok

Delphic
Acolyte
2010
Clarion Call; Doubt; This Momentary; Red Light; Acolyte; Halycon; Submission; Counterpoint; Ephemera; Remain
ocena: 4
Co powiecie na to, by już zapomnieć o muzycznym roku 2009? Nie wiem, czy podzielicie moje zdanie, ale według mnie, mijający rok nie przyniósł nam praktycznie niczego zachwycającego. Co prawda, było kilka wzlotów (debiut Hatifnats), ale niestety przeważały upadki (chociażby album Placebo). Dlatego proponuję pewnie wkroczyć w rok 2010. Tym bardziej, że już na jego początku otrzymujemy coś absolutnie wyjątkowego (załóżmy, że album, o którym będę pisał, ujrzał już światło dzienne, co rzecz jasna nie jest prawdą).
Nie uważacie, że młode, obiecujące zespoły, które przed wydaniem debiutanckiego krążka wypuszczają kilka ciekawych singli, często nie wytrzymują presji, serwując później na pierwszej płycie praktycznie same wypełniacze? Bałem się, czy opisywany Delphic (zespół z Manchesteru założony w 2008 roku) nie popełni tego samego błędu. Przed premierą Acolyte, panowie uraczyli nas aż trzema singlami, a każdy kolejny był lepszy od poprzedniego. Na szczęście na długogrającym debiucie udowodnili, że to nie był żaden przypadek, tylko narodziny nowej nadziei brytyjskiej elektroniki, bo chyba tak powinniśmy określić gatunek uprawiany przez Delphic. Co prawda zespół momentami sięga po gitary (fantastyczny, singlowy Doubt), jednak w zdecydowanej większości mamy do czynienia z syntetycznymi brzmieniami. Bardzo wysmakowanymi, niezwykle przestrzennymi, zadziwiająco dojrzałymi. Utwory wypełniające Acolyte cechuje wielka klasa i całkowity profesjonalizm. Nie ma mowy o żadnym szczeniactwie czy brakach kompozytorskich lub aranżacyjnych. Ponadto, to kompozycje odbiegające estetycznie od panujących na muzycznym rynku mód, które nakazują grać surowo i hałaśliwie. Delphic jakby na przekór innym przekonuje, że siła tkwi w kunszcie i uroku. Na Acolyte nie ma miejsca na hałas, jest za to błogość, klimat i prawdziwe emocje. Poza tym, to niebywale spójne i równe dzieło. Piosenki są do siebie aranżacyjnie zbliżone z racji wszechobecnej elektroniki, jednak melodie nie są nawet w najmniejszym stopniu wtórne. Już sam początek powala i udowadnia, że to wspaniały album. Clarion Call kojarzy się z M83 z okresu Before The Dawn Heals Us, jednak nie ma mowy o żadnym powielaniu schematów. To bodaj najbardziej niepokojący moment Acolyte. Reszta kawałków przynosi spokój i ukojenie, aczkolwiek podsycone taneczną werwą. Muzyka Delphic jest idealna na odpoczynek po parkietowych wyczynach – z jednej strony przywołuje imprezowy klimat, z drugiej pozwala idealnie się odprężyć i zrelaksować. Mimo, że grupa momentami zbliża się ku popowym brzmieniom (linia melodyczna Remain), zwolennicy alternatywnych klimatów nie powinni czuć się ani trochę rozczarowani. Mogłoby się wydawać, że najdłuższy w zestawie (prawie 9 minut) utwór tytułowy to totalna nuda, jednak słucha się go wyśmienicie. Ci, którzy domagają się rytmiki i taneczności, powinni zwrócić uwagę na Halycon. Pozytywna energia tej piosenki nie pozostawi nikogo obojętnym. A reszta? Zjawiskowa. Bez wyjątku.
Oby rok 2010 przyniósł nam więcej takich płyt. MICHCIK
|