Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Kontrasty

Dave Gahan
Hourglass
2007
Saw Something; Kingdom; Deeper And Deeper; 21 Days; Miracles; Use You; Insoluble; Endless; A Little Lie; Down
ocena: 4
Dave Gahan – postać, której chyba nie trzeba przedstawiać miłośnikom ogólnie rozumianej muzyki popularnej. Jednak dla formalności napiszę, że to charyzmatyczny frontman Depeche Mode, który między albumami Playing The Angel i Sounds Of The Universe postanowił odpocząć od macierzystej formacji i wydać płytę pod własnym szyldem. Nie było to jakimś szczególnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę fakt, że Dave już wcześniej uraczył nas solowym dokonaniem (Paper Monsters z 2003 roku). Jeszcze mniejszym zaskoczeniem okazała się warstwa muzyczna, bardzo zbliżona do klimatów (czytaj: wszechobecna elektronika), z którymi wokalista jest kojarzony od wielu lat.
Zaczyna się naprawdę pięknie. Saw Something to elektroniczny kolaż dźwiękowy z cudowną interpretacją wokalną Gahana, który wprost olśniewa swoim głosem (czuję w tym drobną ingerencję studyjną, ale w tym przypadku cel uświęca środki). Melodię również cechuje wielka uroda. Nie mniej udane jest następne w kolejności Kingdom wybrane na pierwszy singiel. Wybór całkowicie uzasadniony, bo to najbardziej przebojowa kompozycja w zestawie. A znakomity, emocjonalny refren pozostaje w głowie na długo po wybrzmieniu ostatnich sekund. Mam natomiast mieszane uczucia odnośnie Deeper And Deeper. Mechaniczna warstwa instrumentalna jest co prawda ze wszech miar intrygująca, jednak zadziorna melodia, a przede wszystkim nieprzyjemny sposób śpiewania sprawia dość niemiłe wrażenie i na dodatek kłóci się z urokliwym otwarciem albumu, powodując zgrzyt. Duszne 21 Days z gniewną interpretacją Gahana również nie zachwyca w takim stopniu, jak pierwsze dwie kompozycje, ale jednak wciąga. Wraz z eterycznym, nieco ambientowym Miracles następuje chwilowy powrót do błogiej krainy delikatności. Chwilowy, bo po nim mamy Use You, w którym znowu robi się mroczniej i zadziorniej. Niektóre zabiegi aranżacyjne zawarte w kawałku kompletnie do mnie nie przemawiają, ale warty odnotowania jest mocny, wyrazisty refren. Spokojne Insoluble niestety nie wnosi nic znaczącego do ogólnego odbioru płyty. Na szczęście na koniec znowu robi się świetnie dzięki trzem utworom. Pierwszy z nich to pulsujący Endless okraszony rewelacyjną linią melodyczną i świetnymi efektami dźwiękowymi. Po nim następuje powrót (który to już z kolei?) do krainy mroku. A Little Lie cechuje przyczajona zwrotka i mistrzowskie wzmocnienie na wysokości refrenu. Trzeba przyznać, że takich właśnie utworów brakuje we współczesnym Depeche Mode. Równie doskonałe wrażenie sprawia zamykający całość, niepokojący Down będący kolejnym nawiązaniem do najlepszych tradycji wiadomego zespołu.
Trzeba przyznać, że Hourglass to nadzwyczaj ciekawy album. Pełen zarówno estetycznych, jak i dźwiękowych kontrastów. Momentami zachwycający, chwilami rozczarowujący. Na szczęście te udane kompozycje przeważają. Poza tym, to prawdziwy producencki majstersztyk (brzmienie naprawdę zniewala). Można się czepiać, że Gahan nie zaprezentował praktycznie nic, czego nie moglibyśmy się po nim spodziewać, że czerpie garściami ze swojej formacji. To fakt, jednak na uwagę zasługuje jeden szczegół, który decyduje o mojej końcowej ocenie – to o niebo lepsze płyty, niż dwa ostatnie dokonania Depeche Mode. I szczerze mówiąc nie miałbym nic przeciwko, gdyby Dave znowu nagrał solowe dzieło. Szczególnie, gdyby było tak udane, jak Hourglass. MICHCIK
|