Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Gitarowa melancholia

Kent
Isola
1997
Livräddaren; Om Du Var Här; Saker Man Ser; Oprofessionell; OWC; Celsius; Bianca; Innan Allting Tar Slut; Elvis; Glider; 747
ocena: 4,5
Z czym muzycznie najbardziej kojarzy mi się rok ’97? Urban Hymns The Verve, OK Computer Radiohead, Homogenic Björk, Z rozmyślań przy śniadaniu Myslovitz, Ultra Depeche Mode i... Isola Kent. Trudno zaprzeczyć, że trzeci album w dorobku tej szwedzkiej grupy to jedno z największych objawień rocka lat 90. W sumie już wydany rok wcześniej Verkligen nosił znamiona sporych umiejętności kompozytorskich muzyków Kent, jednak dopiero na Isola zespół pokazał na co naprawdę go stać. A stać go na wiele.
Livräddaren, numer otwierający krążek, po prostu zwala z nóg. Piękne, gitarowe brzmienie w połączeniu z cudowną, tęskną melodią i fantastycznym, emocjonalnym finałem daje niesamowity efekt. Bardziej przebojowo robi się w następnym w kolejności Om Du Var Här okraszonym gniewnym refrenem i będącym wspaniałym nawiązaniem do najlepszych rockowych tradycji. Jednak piosenki, które znalazły się na Isola, to w głównej mierze dość spokojne kompozycje, o czym możemy się przekonać słuchając beztroskiego Saker Man Ser, smutnego Oprofessionell, fortepianowego OWC, ascetycznego Innan Allting Tar Slut czy melancholijnego Glider przywodzącego na myśl wydany w tym samym roku OK Computer Radiogłowych. Trzeba przyznać, że na Isola Kent niemal do perfekcji opanował umiejętność kontrastowania stonowanych zwrotek z wyrazistymi, przebojowymi refrenami, dzięki czemu takie Celsius czy Elvis są doprawdy znakomite w odbiorze. Jednak pełnię swoich możliwości Szwedzi zaprezentowali na końcu albumu. 747 to prawie osiem minut obcowania z mistycznym ukojeniem, bo chyba takie określenie najbardziej pasuje do tej natchnionej pieśni, która z minuty na minutę staje się coraz intensywniejsza. No i ten przepiękny klawiszowy temat... Właśnie tak brzmią najlepsze utwory świata.
Doprawdy, wyjątkowa to płyta. Co ciekawe, szwedzki język wprost idealnie pasuje do muzyki Kent, dzięki czemu słucha się wyśmienicie. Nie można zapomnieć również o wokalu Joakima Berga, którego delikatny śpiew naprawdę może zachwycać. Jestem pewny, że klimat zadumy unoszący się nad kompozycjami nie pozwoli Wam oderwać się od Isoli choćby na chwilę. Mi nie pozwolił. MICHCIK
|