Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Nowa jakość

Editors
In This Light And On This Evening
2009
In This Light And On This Evening; Bricks And Mortar; Papillon; You Don't Know Love; The Big Exit; The Boxer; Like Treasure; Eat raw Meat = Blood Drool; Walk The Fleet Road
ocena: 4
Przyznaję, nie dawałem im szansy. Nie przypuszczałem, że uda im się trzy razy z rzędu. A jednak dali radę.
Mimo, że przed wydaniem swojego nowego dzieła, Editors uraczyli nas porywającym singlem Papillon, podszedłem do In This Light And On This Evening sceptycznie, a to z racji niezbyt korzystnych recenzji, w których często przewijały się narzekania na zmianę stylu. Otóż, faktycznie jest zmiana (o czym poniżej), jednak trzeba zaznaczyć – to nie żadne zmarnowanie potencjału, tylko nowa jakość. Nie mniej wysoka, niż wcześniej.
Kontrowersyjny krok zespołu dotyczy zmasowanego wykorzystania elektroniki. Co ciekawe, nie wpłynęło to na unowocześnienie brzmienia, wręcz przeciwnie – syntetyczne patenty Editors są wyjątkowo retro. To elektronika duszna, pozbawiona (w większości przypadków) przestrzenności, po prostu niemodna. Jako odniesienie niech posłuży skojarzenie z brzmieniem wczesnych płyt Depeche Mode* (którzy, nomen omen, na swoim ostatnim krążku wrócili do korzeni). Dodajmy do tego mrok i nieprzystępność Joy Division* i wyjdzie nam In This Light And On This Evening.
Byłbym ogromnie zawiedziony porzuceniem przez Editors ich dotychczasowej stylistyki, gdyby nie to, że napisali (znowu) doskonałe piosenki. Jakby dłużej się nad tym zastanowić, w sumie nawet dobrze się stało, że poszli w innym kierunku. Nagranie kolejnej gitarowej płyty mogłoby być, w pewnym sensie, pójściem na łatwiznę, a tymczasem dostajemy 9 świetnych piosenek w nowej stylistyce. Siłą tego albumu jest to, że nie ma na nim praktycznie żadnego słabego momentu, czego nie można było powiedzieć nawet o doskonałym debiucie (do dzisiaj nie mogę się przekonać do Bullets). Od otwierającego całość, najmroczniejszego w zestawie numeru tytułowego ze znakomitą partią organów po wieńczące dzieło, eteryczne Walk The Fleet Road nie ma ani chwili na nudę. Papillon nie jest, wbrew moim przewidywaniom, najlepszą kompozycją. Moimi faworytami są następujące po sobie stonowane, klimatyczne The Boxer oraz niezwykle emocjonalne, przestrzenne (wyjątek od reguły), po prostu piękne Like Treasure. Ale zaraz, skoro mówimy o Editors, to skąd określenia "eteryczne" i "stonowane"? Otóż, dynamika, niegdysiejszy znak firmowy kapeli, praktycznie całkowicie zniknęła. To także nowość. Na próżno szukać tu parkietowych wymiataczy w stylu Munich czy An End Has A Start. In This Light And On This Evening wymaga od słuchacza większego skupienia i zaangażowania, jednak ani trochę nie przeszkadza to w znakomitym odbiorze.
Fantastyczna metamorfoza już nie wielkiej nadziei alternatywnego rocka, ale prawdziwej gwiazdy. Znakomity dowód na to, że porzucenie wygodnej strefy na rzecz eksperymentów popłaca. Ukłony, panowie. MICHCIK
*Wiem, że moje skojarzenia dotyczące Depeche Mode i Joy Division pokrywają się całkowicie z poglądami Pana Maćka Tomaszewskiego z "Teraz Rocka", ale co na to poradzę, że myślę podobnie?
|