Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Nic nowego

Depeche Mode
Sounds Of The Universe
2009
In Chains; Hole To Feed; Wrong; Fragile Tension; Little Soul; In Sympathy; Peace; Come Back; Spacewalker; Perfect; Miles Away/The Tuth Is; Jezebel; Corrupt
ocena: 3,5
W końcu jest – wydany po czteroletniej przerwie, nowy studyjny album Gahana i spółki. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie czekałem na Sounds Of The Universe w napięciu. Nawet pomimo nieprzekonującej próby powrotu do bardziej rockowego oblicza, jaką była płyta Playing The Angel. W związku z nowym materiałem miałem nadzieję, że Depesze znowu zmienią kierunek. I pozornie tak się stało.
Ale czy można mówić o jakieś zmianie, jeśli miałby nią być... powrót do korzeni? Bo z pełnym przekonaniem tak można nazwać końcowy efekt Sounds Of The Universe. Praktycznie każdy utwór na krążku to klasyczne, dobrze znane wszystkim Depeche Mode z przełomu lat 80. i 90. Potwierdza to samo brzmienie, będące świadomym nawiązaniem do electro, czyli nurtu, który zespół sam kreował. Na całe szczęście nie ma w tym autoparodii, która nierzadko ma miejsce w tego typu przedsięwzięciach. Sounds Of The Universe jest wyprodukowana niezwykle stylowo. A melodie? Równie klasyczne, jak brzmienie. Czyli wszystko na swoim miejscu.
Jednak początek In Chains, numeru otwierającego album, może sugerować kontynuację myśli zawartej na Playing The Angel – wyjątkowo nieprzyjemny jazgot. Na szczęście po minucie wkracza delikatny klawiszowy motyw i wokal Gahana. Nie wiem ile w tym studyjnej ingerencji, ale głos wokalisty brzmi naprawdę wspaniale. Cały utwór także pozostawia po sobie dobre wrażenie, tak samo, jak nieco żywsze Hole To Feed. Singlowe Wrong też należy do tych bardziej wyrazistych momentów płyty, przede wszystkim ze względu na zaangażowanie Gahana. Irytować natomiast może brak refrenu. Z jednej strony to dobrze, że zespół nie stosuje oczywistych rozwiązań, ale w tym przypadku przydałoby się zrównoważenie dla zwrotki. Fragile Tension będzie pewnie kolejnym singlem, a In Sympathy mogłoby się znaleźć na którejkolwiek płycie Lowe (swoją drogą, wyraźnie zainspirowanego twórczością Gore'a i spółki). Peace to definicja wczesnego Depeche Mode, jeszcze sprzed Black Celebration, a Come Back brzmi jak odrzut z sesji do Hourglass, solowego dokonania Dave'a Gahana (nic dziwnego – to kompozycja wokalisty). Urozmaiceniem (aczkolwiek niewielkim) dla wszystkich wyżej wymienionych utworów jest stonowane, instrumentalne Spacewalker oraz Jezebel, jedyna piosenka w zestawie zaśpiewana w całości przez Martina Gore'a – kolejne nawiązanie do tradycji Depeche Mode. Trzeba przyznać, że naprawdę wciąga, chociaż ten elektroniczny motyw na wysokości 3:47 jest dla mnie zbyt banalny i oczywisty. Nie można również zapomnieć o świetnym, najmroczniejszym w zestawie Corrupt, które wieńczy album.
Trzeba obiektywnie przyznać, że Sounds Of The Universe to płyta, która nie wnosi niczego znaczącego do twórczości Depeche Mode. Szkoda, że nie ma na niej praktycznie żadnego punktu odniesienia, jakiegoś charakterystycznego momentu, który wybijałby się ponad średnią. To bardzo równy album, ale równocześnie mało porywający (gdzie ta emocjonalność?) i mało przebojowy. Nie przekonuje mnie również zbytnia jednostajność i jednolitość albumu – słuchacz czeka na jakiś przełom, a przez całą długość trwania płyty nie zmienia się prawie nic. Pochwała należy się natomiast za obfite czerpanie ze wzorców, jednakże może to świadczyć o braku pomysłu na dalszy kierunek twórczości. To krążek nie pozbawiony wad, ale mimo wszystko nie rozczarowujący. Ot, taki do posłuchania w spokoju w domu. Tylko życzyć innym zespołom starzenia się z taką klasą, jak Depeche Mode.MICHCIK
|