Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Uduchowiony klimat

U2
The Joshua Tree
1987
Where The Streets Have No Name; I Still Haven't Found What I'm Looking For; With Or Without You; Bullet The Blue Sky; Running To Stand Still; Red Hill Mining Town; In God's Country; Trip Through Your Wires; One Tree Hill; Exit; Mothers Of The Disappeared
ocena: 5
Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać tej płyty. Nie ma osoby, która nie słyszałaby przynajmniej raz w życiu któregokolwiek singla promującego ją. The Joshua Tree – niekwestionowana klasyka nie tylko rocka, ale muzyki popularnej w ogóle i zarazem opus magnum U2. Poza tym, jeden z najlepiej sprzedających się albumów w historii (około 25 milionów egzemplarzy), uznany zarówno przez fanów, jak i krytyków. To jeden z tych krążków, który z miejsca dostaje maksymalną ocenę. Nie będę w tym przypadku oryginalny.
Po wydanej w 1984 roku płycie The Unforgettable Fire, U2 postanowili kontynuować współpracę z Brianem Eno i Danielem Lanois. Nie dziwię się, bo klimat i brzmienie tamtego dzieła mogły naprawdę zachwycać. Drzewo Jozuego kontynuuje drogę poprzednika – znowu mamy do czynienia z przestrzennymi, pełnymi mistycyzmu utworami z rewelacyjnymi partiami The Edge'a i żarliwym głosem Bono. Jednak tym razem czwórka Dublińczyków dopracowała swój styl do perfekcji, komponując bardziej przebojowe i jeszcze wspanialsze melodie. Dowód? Pierwsze 20 minut, czyli pochód 4 genialnych pieśni, z których 3 to nieśmiertelne przeboje. Doprawdy, nie znam drugiego albumu, na którym byłoby tyle niesamowitych następujących po sobie utworów. Otwierające całość Where The Streets Have No Name po prostu rzuca na kolana. Instrumentalny, ambientowy wstęp, do którego nieco później dołącza rozpędzona, cudowna gitarowa zagrywka i głos Bono wyśpiewujący I want to run/I want to hide wprowadzają słuchacza w stan całkowitego uwielbienia. To jedna z pereł nie tylko zespołu, ale i rocka w ogóle. Ale czy nie to samo można powiedzieć o następnym, nie mniej pięknym, rozluźniającym I Still Haven't Found What I'm Looking For? A o lirycznym, boskim With Or Without You, które po dziś dzień jest najsłynniejszym obok One singlem grupy? A o zadziornym, dusznym Bullet The Blue Sky z szamańskimi niemal frazami Bono? Doprawdy, trudno o bardziej ekscytujący początek. Trochę szkoda, że po takim wstępie zespół trochę spuszcza z tonu, bo następne kompozycje są już mniej wyraziste. Oczywiście nie oznacza to, że mamy do czynienia z jakimiś wypełniaczami. W końcu takie stonowane, najspokojniejsze na albumie Running To Stand Still, szybkie In God's Country i radosne One Tree Hill także mają w sobie mnóstwo uroku. Absolutna magia powraca na wysokości Exit, najmroczniejszej i najbardziej gniewnej kompozycji w całym zestawie. Ładunek emocjonalny w niej zawarty nikogo nie zostawi obojętnym. Tak samo, jak finałowe, natchnione Mothers Of The Disappeared, obok Love Is Blindness najpiękniejsze płytowe zakończenie w całej dyskografii U2. Z jednej strony wyciszenie, z drugiej - doza tajemniczości i tęsknoty, a to wszystko okraszone znakomitą akustyczną partią The Edge'a i gorzkim tekstem Bono.
The Joshua Tree jest wraz z Achtung Baby bezsprzecznie szczytowym osiągnięciem U2, świadectwem muzycznego geniuszu i pozycją obowiązkową nie tylko fanów irlandzkiego kwartetu, ale dla każdego, kto chociaż trochę interesuje się muzyką rockową. MICHCIK
|