Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Taneczna energia

The Music
Strength In Numbers
2008
Strength In Numbers; The Spike; Drugs; Idle; The Left Side; Fire; Get Through It; Vision; The Last One; No Weapon Sharper Than Will; Cold Blooded; Inconceivable Odds
ocena: 3,5
Otwarcie przyznaję, że jakoś nigdy nie kusiło mnie, żeby wysłuchać jakiejkolwiek płyty The Music w całości. Sam nie wiem czemu. Bo w sumie to fajne, żywiołowe, rockowe granie. Tym razem postanowiłem wysłuchać. I nie żałuję.
Strength In Numbers niesie ze sobą pewne zmiany i bynajmniej nie mam na myśli nowej fryzury Roberta Harvey'a (a raczej jej brak). Chodzi przede wszystkim o wykorzystanie elektroniki, która momentami odgrywa wręcz główną rolę. Wiem co sobie myślicie – że wykorzystanie tego typu aranżacyjnych smaczków może być oznaką kompozytorskiego wypalenia i ma służyć 'ukryciu' mierności samych utworów. Rozumiecie: mamy bajery, więc nawet jeśli spartaczymy melodie, wszystko będzie ok. Ale jest też druga strona medalu – że tego typu posunięcie to chęć ubarwienia kompozycji i nadania im nieco innego wymiaru. Historia zna przypadki, że bywało i tak i tak. A jak jest z The Music?
Na szczęście sprawdziła się ta druga, bardziej optymistyczna opcja. Strength In Numbers jest znakomitym przykładem, że eksperymentowanie naprawdę popłaca. Potwierdza to w zasadzie każda piosenka na albumie. Weźmy na przykład otwierający całość utwór tytułowy. Wszechogarniająca elektronika połączona ze świetnymi gitarami (bo jednak z nich nie zrezygnowali) i tanecznym rytmem naprawdę porywa i wyciąga na parkiet. Nie inaczej jest z delikatniejszym, bardziej transowym The Spike, aczkolwiek z zadziornym, mocnym refrenem. Po tych dwóch numerach następuje jeden z najlepszych momentów płyty, czyli Drugs. Wciągająca, elektroniczna zwrotka i to cudowne uwolnienie w refrenie... Tajemnicze, wyciszone Idle jest nie dużo gorsze, a zaangażowane The Left Side to istny majstersztyk w dziedzinie rocka połączonego z elektroniką. Kolejne kawałki także nie zawodzą, choć nieco spuszczają z tonu. Ale za to zakończenie Strength In Numbers to prawdziwa perła. Mowa tutaj o ukrytym instrumentalnym utworze, No Danger. Jego wielowarstwowość, emocjonalność i niekwestionowany urok naprawdę zachwycają. Kto wie czy nie najpiękniejsza kompozycja na płycie. W każdym razie, na pewno najambitniejsza.
Po źle przyjętym Welcome To The North, The Music wzięli sprawy w swoje ręce i nagrali naprawdę dobrą płytę. Chwała im za to. MICHCIK
|