Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Fortepian górą

Coldplay
A Rush Of Blood To The Head
2002
Politik; In My Place; God Put A Smile Upon Your Face; The Scientist; Clocks; Daylight; Green Eyes; Warning Sign; A Whisper; A Rush Of Blood To The Head; Amsterdam
ocena: 3,5
Po dwóch latach po wydaniu debiutu nastąpiła pora na zweryfikowanie, czy szum wokół Coldplay związany z wydaniem Parachutes był uzasadniony. Jak się okazało, nie do końca.
Żeby nie było nieporozumień – A Rush Of Blood To The Head nie jest płytą złą. Więc co jest nie tak? Parę rzeczy. Po pierwsze – nie posiada lekkości i swobody Parchutes. Tym razem kompozycje sprawiają wrażenie bardziej zaangażowanych i poważniejszych w wyrazie. Bynajmniej nie czynię z tego zarzutu, ale zdecydowanie wolę takie Yellow, niż God Put A Smile Upon Your Face (ale o tym za chwilę). Po drugie – długość utworów. Racja, to cudownie, jeśli zespół tworzy długie, wciągające, okraszone mnóstwem pomysłów kompozycje. Niestety, do takich zespołów nie należy Coldplay. W wielu przypadkach po prostu ciągną jeden i ten sam temat, co po kilku minutach naprawdę może irytować. Po trzecie – dlaczego tak mało tu gitar elektrycznych (akustycznych w sumie też)? Przecież pierwsza płyta była wspaniałym dowodem na to, że Coldplay potrafią tworzyć świetne gitarowe piosenki i na dodatek wpleść w nie dopełniające całości dźwięki pianina. Nie mówię, że mi to przeszkadza, że Martin bardziej polubił swój instrument, ale szkoda, że zapomniał o innych. To tyle, jeśli chodzi o moje spostrzeżenia dotyczące zasadniczych zmian. A co z samymi utworami?
Początek budzi nadzieję. Politik zaczyna się wspaniałym, podniosłym tematem, by za chwilę przejść w stonowaną, fortepianową zwrotkę. Pierwotna siła powraca wraz z refrenem, a w finale jest ona jeszcze bardziej wzmocniona dzięki partii gitary. Wspaniały efekt. Przebojowe In My Place jest już mniej poważne w wyrazie, jednak równie świetne. A zagrywka, która wybrzmiewa po każdym refrenie godna jest największego uznania. Cieszy, że w obu numerach Coldplay nie bali się sięgnąć po gitary, co w kolejnych numerach nie jest już tak częste. Co prawda wspomniane już wcześniej God Put A Smile Upon Your Face jest grane na gitarze akustycznej, ale nie brzmi zbyt zachęcająco. Od The Scientist też niestety czasami wieje nudą. Na szczęście po nich następuje najpiękniejszy moment albumu, czyli Clocks. Jeśli już koniecznie Martin chce zbawiać świat swoim fortepianem, niech robi to właśnie w ten sposób. Zdecydowanie najlepsza rzecz sygnowana nazwą Coldplay. Można powiedzieć, że ten utwór "ratuje" płytę, bo niestety potem znowu daje o sobie znać stagnacja, którą najbardziej słychać w numerze tytułowym, na dodatek najdłuższym w całym zestawie (przypomnijcie sobie, co pisałem w poprzednim akapicie). Czy wszystko musi się tak snuć? No, może nie wszystko, bo całe szczęście znalazło się takie A Whisper, które nie dość, że zwiększa tempo płyty, to jest naprawdę wciągające. Emocje towarzyszą już od samego początku, ale swoje prawdziwe ujście znajdują dopiero w fantastycznym i niezwykle mocnym refrenie.
Trzeba otwarcie przyznać, że Coldplay mogli bardziej się postarać. Mimo paru jaśniejszych momentów, A Rush Of Blood To The Head jako całość pozostawia sporo do życzenia. Według mnie, sprzedaż albumu (która była jeszcze lepsza, niż w przypadku Parachutes) nie przekłada się na jego jakość.
Na szczęście potem było już lepiej. MICHCIK
| || patelka ||
|
Od "Scientist" wieje nudą????? Pozwolę sobie się nie zgodzić:) dla mnie to takie malutkie arcydzieło, ale rozumiem, że nie każdy musi być taką romantyczną babą jak ja^^
pozdrawiam |
|| brak www || data: 1/06/2008 21:32:49
m30.mie5.1000lecie.pl || IP: 195.177.64.241
|
| || Michcik ||
|
| To nie są żadne zawody, żebym musiał się rewanżować, a poza tym, nie bardzo wiem gdzie miałbym to zrobić (chyba podałaś zły adres bloga) |
|| brak www || data: 31/05/2008 22:37:46
dwb162.neoplus.adsl.tpnet.pl || IP: 83.22.61.162
|
| || justys32 ||
|
| czesc fajny blog bardzo mi sie podoba:) p[ozdrawiam i zapraszam na rewanz:) |
|| brak www || data: 31/05/2008 22:02:52
bel127.neoplus.adsl.tpnet.pl || IP: 83.28.23.127
|
|