Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Kosmiczne emocje

M83
Before The Dawn Heals Us
2005
Moon Child; Don't Save Us From The Flames; In The Cold I'm Standing; Farewell/Goodbye; Fields, Shorelines And Hunters; *; I Guess I'm Floating; Teen Angst; Can't Stop; Safe; Let Men Burn Stars; Car Chase Terror; Slight Night Shiver; A Guitar And A Heart; Lower Your Eyelids To Die With The Sun
ocena: 5
Warto przypomnieć: rok 2003, M83 wydają Dead Cities, Red Seas & Lost Ghosts, dzięki któremu francuski duet zyskuje rozgłos, na który z pewnością zasługiwał. Rok później zespół opuszcza Nicolas Fromageau, a Anthony Gonzalez dalej tworzy pod starym szyldem i w 2005 roku wydaje Before The Dawn Heals Us, które spokojnie może pretendować do miana jednej z najlepszych płyt tego wieku.
Wiem, co sobie myślicie: że coś mi się pomyliło. Że ta "jedna z najlepszych płyt tego wieku" dotyczy innego wydawnictwa. Ale o żadnej pomyłce nie ma mowy. Bo mimo niewątpliwego sukcesu artystycznego, którym było Dead Cities, Red Seas & Lost Ghosts, album aż tak bardzo mnie nie zachwycił. Traktowałem go raczej jako zapowiedź czegoś lepszego, czegoś, co ma dopiero nastąpić. I nastąpiło wraz z wydaniem Before The Dawn Heals Us.
Jak różni się solowe komponowanie Anthony'ego Gonzaleza od komponowania z Nicolasem Fromageau? W sumie niewiele. Zmiany dotyczą bardziej zabiegów aranżacyjnych, niż stylistycznych. To dalej M83, tylko, co najważniejsze: na jeszcze wyższym poziomie.
To niesamowite, jak wspaniała jest ta płyta. W zasadzie nie ma na niej żadnego słabego czy niepotrzebnego momentu (narzekanie, że mogli sobie podarować zabawne Can't Stop byłoby przesadą, tym bardziej, że również posiada w sobie sporo uroku). Mimo, że Before The Dawn Heals Us powinno się traktować jako muzyczną całość, da się wyróżnić te najlepsze momenty. Zaryzykuję stwierdzenie, że to, co najpiękniejsze na tej płycie, dzieje się na początku i na końcu. Moon Child zachwyca swoją przestrzenią i mistycyzmem. Na szczególną uwagę zasługują chórki (rzecz, która będzie wielokrotnie wykorzystywana na albumie), które w fantastyczny sposób kreują emocje i podkreślają podniosłość kompozycji. Singlowe Don't Save Us From The Flames to wyciszająca, stonowana zwrotka i porywający, wybuchowy refren. In The Cold I'm Standing poraża swoim chłodem i smutkiem, ale jednocześnie nie pozwala choćby na chwilę się oderwać. To był początek, teraz nieco o zakończeniu, które godne jest największych zespołów świata. A Guitar And A Heart zaczyna się od urywanego elektronicznego motywu, by chwilę później przyspieszyć, gdy pojawia się szybki, monotonny rytm i fenomenalna zagrywka gitary. Jednak w pewnym momencie wraz z przeciągłym dźwiękiem gitary, utwór zwalnia na rzecz pierwotnego motywu. Po chwili bębny i moc powraca ze zdwojoną siłą, by stopniowo narastać i wybuchnąć. Potem już tylko wyciszenie. I to wszystko zawarte w jednej kompozycji. Na dodatek o kosmicznym ładunku emocjonalnym, który wprost zwala z nóg. Potem już tylko natchnione, ponad dziesięciominutowe Lower Your Eyelids To Die With The Sun i koniec.
Inne utwory też sprawiają doskonałe wrażenie. Jak chociażby para Fields, Shorelines And Hunters - *, które stanowią mieszankę wybuchową. Kontrastuje z nimi wyciszone, niezwykle delikatne I Guess I’m Floating i błogie Teen Angst, gdzie w refrenie znowu mamy przyjemność posłuchać tych niezwykłych, tym razem nieco "sigurrosowych" chórków. Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości co do mistrzostwa M83 w kwestii budowania emocji, niech posłucha Car Chale Terror. Histeria i przerażenie naprawdę się udzielają.
Mimo, że nie za wesoła to płyta, słucha się fantastycznie. Tak to już bywa, że niezwykle piękne piosenki często należą do tych najsmutniejszych. Ale na szczęście nie wszystkie kompozycje są takie dołujące. W końcu nie może istnieć tylko melancholia i smutek nieskończony. Kto by się spodziewał, że już na następnej długogrającej płycie przygnębienie zniknie prawie całkowicie (o czym możecie przeczytać w recenzji poniżej)?
Podsumowując, napiszę tylko jedno: arcydzieło. To chyba w pełni wystarcza. MICHCIK
| || patelka ||
|
| Bardzo się cieszę, że nie odstraszył Cię mój gust muzyczny:) z pewnością coś napiszę i prześlę, choć nieszczególnie wiem gdzie miałabym tą moją twórczość przesłać:) mam nadzieję, że mnie poinformujesz. Pozdrawiam |
|| brak www || data: 26/05/2008 19:52:44
m30.mie5.1000lecie.pl || IP: 195.177.64.241
|
|