Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Wszechogarniająca psychodelia

The Verve
A Storm In Heaven
1993
Star Sail; Slide Away; Already There; Beautiful Mind; The Sun, The Sea; Virtual World; Make It 'Til Monday; Blue; Butterfly; See You In The Next One (Have A Good Time)
ocena: 4,5
Krytycy byli zgodni – The Verve to prawdziwe objawienie na rynku muzycznym. Niestety, nie przełożyło się to na sprzedaż albumu (27. miejsce na brytyjskiej liście sprzedaży). Słuchacze docenili dokonania grupy później. Jednak to właśnie na A Storm In Heaven The Verve rozpoczęli swoją niezwykłą muzyczną podróż i wykreowali swój własny, niepowtarzalny styl.
Wiedzieli jak powinno się zaczynać płyty. Star Sail, zgodnie z tytułem, zabiera nas w kosmiczny rejs pełen niezapomnianych wrażeń i niesamowitych słuchowych doznań. Zaczyna się od genialnego arpeggia, by dalej rozwinąć się niezwykle wciągającą i mistyczną kompozycję. Już teraz mamy okazję usłyszeć, że Richard Ashcroft obdarzony jest naprawdę doskonałym głosem, a styl gitarzysty Nicka McCabe'a jest bardzo oryginalny i charakterystyczny. No i aranżowanie. Pełne odjazdów i wszechogarniającej psychodelii. Bo taka jest właśnie pierwsza płyta The Verve. To jakby muzyczne tematy czy pejzaże. Niezwykle piękne i fascynujące. W zasadzie każdy utwór na A Storm In Heaven taki właśnie jest. O Star Sail już było. Innym świetnym przykładem jest Virtual World. Wydaje się, że taka monotonia i jednostajność, na dodatek trwająca ponad 6 minut, nie może być ekscytująca. Jednak The Verve ani przez chwilę nie dają się nam znudzić, oferując tak rewelacyjną dźwiękową dawkę, że nie można się oderwać. Tak samo jest ze Slide Away z genialną linią basu i niesamowitą pasją. Make It 'Til Monady relaksuje i urzeka klimatem. Nie inaczej jest z sennymi Already There i Beautiful Mind. Ale A Storm In Heaven to nie tylko eteryczność. To także zadziorność i żar, które dają o sobie znać w The Sun, The Sea czy rewelacyjnym, porywającym Blue. Natomiast wizytówką tego albumu powinno być najbardziej psychodeliczne i tajemnicze w zestawie Butterfly, które jest także chyba jego najlepszym momentem. Wykorzystanie saksofonów robi naprawdę znakomite wrażenie. Jak zresztą cała kompozycja. Przestrzenne, bajkowe, w głównej mierze fortepianowe See You In The Next One (Have A Good Time), które zamyka album, niewiele jej ustępuje.
Najważniejszą rzeczą na tej płycie jest niewątpliwie jej klimat. Nie poszczególnych utworów, tylko całości. Bo tego albumu nie powinno się słuchać wyrywkowo. To rzecz bardzo refleksyjna i wymagająca od słuchacza odrobiny poświęcenia. Jednak kiedy wydobędziemy z siebie trochę energii, by skupić się na niej, poznamy jej piękno. Wspaniały debiut wspaniałego zespołu. MICHCIK
|