Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Wzorcowe rockowe show

Placebo
Soulmates Never Die – Live In Paris 2003
2004
Bulletproof; Allergic; Every You Every Me; Bionic; Protége Moi; Plasticine; The Bitter End; Soulmates; Black-Eyed; I'll Be Yours; Special Needs; English Summer Rain; Without You I'm Nothing; This Picture; Special K; Taste In Men; Slave To The Wage; Peeping Tom; Pure Morning; Centrefolds; Where Is My Mind?
ocena: 5
Sleeping With Ghosts okazało się prawdziwym strzałem w dziesiątkę, zarówno pod względem artystycznym (bo to genialny album), jak i komercyjnym (dobra sprzedaż płyty), nic więc dziwnego, że zespół zdecydował się na wydanie DVD z ich ówczesnej trasy. Na miejsce koncertu wybrali sobie paryską Bercy. Żadne zaskoczenie – w końcu we Francji są uwielbiani. Aż 18 000 ludzi zjechało się, żeby móc zobaczyć Briana Molko i spółkę na żywo. Imponująca liczba. I imponujący koncert.
Materiał z Soulmates Never Die prezentuje zespół u szczytu formy, czego potwierdzeniem jest w zasadzie każdy moment występu. Perfekcyjne wykonawstwo, znakomite, często zmienione w stosunku do albumowych oryginałów aranżacje, dobór utworów i przede wszystkim te emocje, które przecież są w Placebo najważniejsze. To niebywałe, że wyszło im takie show.
Promocja Sleeping With Ghosts odcisnęła swoje piętno na repertuarze występu, ponieważ mamy okazję usłyszeć prawie cały album (zabrakło jedynie Something Rotten i Second Sight). Trzeba przyznać, że panowie Molko, Olsdal i Hewitt na żywo grają jeszcze ostrzej, niż w studiu. Chociaż są wspomagani przez klawiszowa Xaviora Roide'a, to eksponowane są przede wszystkim gitary. Mimo, ze lubię, kiedy Placebo sięga po elektronikę, nie jestem z tego powodu rozczarowany. Tym bardziej, że koncertowe aranżacje w niektórych przypadkach przewyższają albumowe wersje (na przykład jeszcze żywsze, jednoznacznie rockowe This Picture czy emocjonalne Protége Moi, czyli Protect Me From What I Want po francusku). Jednak zdecydowanie najlepiej wypadło porywające, rozpędzone The Bitter End oraz utwór tytułowy, zmieniony zarówno pod względem tytułowym (Soulmates), jak i wykonawczym (zamiast eteryczności – zadziorność).
A reszta kompozycji? Trzeba przyznać, że Placebo wiedzą, jak dobierać utwory na koncert. Bo chyba nie zabrakło ani jednego klasycznego numeru grupy (może tylko Nancy Boy, ale jakoś szczególnie mnie to nie razi). Jest więc Every You Every Me w innej, jeszcze lepszej aranżacji (swoją drogą wstęp bardzo kojarzy mi się z Za zamkniętymi oczami Myslovitz, co tylko podkreśla podobieństwo stylistyczne obu kapel), ekstatycznie przyjęte, czadowe Black-Eyed, hipnotyzujące Without You I'm Nothing, Special K z zaśpiewką publiczności, która może przyprawić o ciarki, mroczne, jazgotliwe Taste In Men czy radosne Pure Morning. Nie można także pominąć tych spokojniejszych, bardziej balladowych piosenek, które zespół wykonał pod koniec. Mowa tu o uroczym Peeping Tom i pięknym, w głównej mierze fortepianowym Centrefolds. No i wielki finał w postaci Where Is My Mind? z repertuaru The Pixies. Na scenie sam Frank Black, który wspomaga zespół śpiewając i grając na gitarze akustycznej. Kto wie czy nie najwspanialszy moment koncertu.
Nie wyobrażam sobie bardziej porywającego rockowego show. Rewelacja. MICHCIK
|