Mój profil
mój avatar
archiwum
2010 czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec 2008 wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
linki
terazrock.pl screenagers.pl porcys.com www.pitchfork.com metacritic.com/music newalbumreleases.net nowamuzyka.pl marazz.com
ulubieni
Licznik odwiedzin
Zajrzało tutaj już 30501 osób
Powered by blog 4u |
Nie do poznania

U2
Achtung Baby
1991
Zoo Station; Even Better Than The Real Thing; One; Until The End Of The World; Who’s Gonna Ride Your Wild Horses; So Cruel; The Fly; Mysterious Ways; Tryin’ To Throw Your Arms Around The World; Ultra Violet (Light My Way); Acrobat; Love Is Blindness
ocena: 5
Słynny rok 1991. Praktycznie co chwila jakiś zespół wydawał wielką płytę. I takim zespołem było między innymi U2.
Niesamowite, jak bardzo zmienili się na Achtung Baby. Pierwszy singiel, The Fly, wywołał totalną konsternację wśród słuchaczy, którzy zastanawiali się co stało się z przestrzennością i mistycyzmem The Joshua Tree. Bo ich miejsce zajęły drapieżne, jazgotliwe i bardzo zmodyfikowane elektronicznie gitary, mnóstwo zgrzytu, duszność i zmodulowany głos Bono. Lecz kiedy świat poznał pozostałą zawartość (wtedy) nowego albumu, już nie było wątpliwości z czym mamy do czynienia.
Bo to album genialny. W pełnym znaczeniu tego słowa. Idealnie przemyślany, fantastycznie zagrany, cudownie wyprodukowany (brzmienie do dzisiaj robi wrażenie). Każda sekunda składa się na rewelacyjną całość. Poza tym, to właśnie Achtung Baby przeniosła U2 na stadiony i przeniosła także największy przebój grupy – One. Mimo, że jest to najmniej lubiany przeze mnie numer na płycie (obok So Cruel), i tak jest naprawdę dobry, szczególnie końcówka z wysokimi rejestrami Bono. No właśnie – trzeba w tym miejscu odnotować, że frontman U2 potwierdził na tej płycie, że jest znakomitym wokalistą śpiewającym z wielkim zaangażowaniem. Przykładem tego jest chociażby Who’s Gonna Ride Your Wild Horses, jeden z najjaśniejszych punktów całego albumu. Klimat, pasja, emocje, urok i prawdziwa magia… Nie inaczej jest z Ultra Violet (Light My Way), które po prostu powala. Z ambientowego wstępu przechodzi w żywy rytm i dostajemy melodię, która po wręcz wbija w fotel. A to, co Bono wyczynia w końcówce, jest po prostu nie do opisania. W ogóle cały koniec płyty to pochód utworów wprost wybitnych. Po Ultra Violet mamy psychodeliczne i tajemnicze Acrobat oraz finał w postaci smutnego Love Is Blindness (jak dla mnie, jedno z najpiękniejszych zakończeń płytowych w historii). Jak już wcześniej pisałem, The Fly przynosi nam dawkę gitarowego zgrzytu, ale zgrzytu na naprawdę wysokim poziomie. Mysterious Ways zadziwia lekkością i luzem, natomiast Even Better Than The Real Thing to istna galopada i ściana wszechogarniających gitar (refren!). Zoo Station (pierwszy numer na płycie) zaczyna się kąśliwą, urywaną partią gitary, do której dochodzi „mechaniczny” rytm, ale na wysokości elektroniki przechodzi w istne czary, przenosząc nas w jakiś nierealny, wyśniony wymiar. Until The End Of The World i Tryin’ To Throw Your Arms Around The World może nie są już tak wyraziste, jak reszta, ale i tak sprawiają doskonałe wrażenie. Zresztą, jak cały album.
Trudno oddać w kliku słowach wielkość tej płyty. Od lat toczy się spory o to, która płyta jest lepsza – czy The Joshua Tree czy Achtung Baby. Ja zdecydowanie wybieram ten drugi krążek. Ani wcześniej, ani potem U2 nie nagrało tak mistrzowskiego dzieła, które można określić jako prawdziwy kanon muzyki. Kanon, który był (i jest nadal) wyznaczeniem torów myślenia wielu zespołów, pragnących choć trochę zbliżyć się poziomem do swoich idoli. A takich jest naprawdę dużo. W sumie, nie dziwię się. Każdy artysta chciałby nagrać coś takiego, jak Achtung Baby. Klasyka. MICHCIK
|